piątek, 21 kwietnia 2017

Rozdział 6

Wszyscy rozeszli się do swoich sypialni. Wciąż nurtowało mnie pytanie, kim jest ten chłopak. Jak na razie dowiedziałam się o nim tylko tego, że ma na imię Aron, jest ,,guru" szkolnej elity, laski na niego lecą, ma kilku dobrych kumpli, ale generalnie jest strasznym dupkiem.
Przez swoje zamyślenie mało rozmawiałam z Lucy. Wydawało mi się, że się na mnie obraziła. Kiedy w ciszy czytała książkę, podeszłam do niej i usiadłam obok.
- Hej, coś się stało? - zapytałam, delikatnie wyjmując książkę z jej rąk.
- Może - odparła i usiłowała odzyskać swój przedmiot.
- Obraziłaś się, że nie poczekałam na Ciebie? Wybacz, ale ten chłopak... Zdenerwował mnie, był bardzo niemiły. Nie zrobiłam mu nic złego i nawet przeprosiłam - wzruszyłam ramionami.
- Rozumiem - wyprostowała się - Jak było u kapłanki? Dowiedziałaś się czegoś o tym braku tatuażu?
- Niestety nie. Obiecała, że to sprawdzi i spotka się ze mną niedługo.
Później dowiedziałam się od Lucy, że dziewczyna, która na mnie wpadła należy do paczki Arona i ma na imię Amber. Właśnie takimi dziewczynami się otaczał, pustymi laleczkami z dużym biustem. Ucieszyłam się, że nie jestem w jego typie. Może i był nieziemsko przystojny, ale dla mnie liczył się charakter. A ten miał paskudny.
Następnie współlokatorka opowiedziała mi o swojej rodzinie, domu i zwierzętach. Okazało się, że mieszkała w niewielkiej wsi z rodzicami, którzy pracowali w polu. Nie czuła się gorsza z tego powodu, a nawet lubiła swoją małą miejscowość. Nie była zadowolona, kiedy dowiedziała się, że musi przeprowadzić się do internatu na trzy lata. Kochała swoje zwierzęta, a szczególnie koty, na których punkcie miała obsesję.
Ja także opowiedziałam jej trochę o sobie. Powiedziałam, że jestem z Domu Dziecka, nie znam swoich biologicznych rodziców i mi z tym dobrze. Rodzice adopcyjni bardzo mnie kochają i opiekują się mną jak mogą, ale są zbyt nadopiekuńczy i uważają mnie za niezdarę. Wiecznie powtarzają, że nie poradzę sobie w życiu i modlą się, żebym znalazła sobie zaradnego chłopaka, a później męża.
- Najlepiej, żeby dużo zarabiał, bo przecież pracy też sobie nie znajdę - wywróciłam oczami, na co Lucy zachichotała.
- Moi rodzice chcą, żebym uczyła się samodzielności i nie wtrącają się w moje życie prywatne - uśmiechnęła się z dumą - Masz chłopaka? - zapytała nagle z zaciekawieniem.
- Nie - skrzywiłam się.
- A miałaś? - dopytywała.
- Miałam, ale nie chcę tego wspominać.
Dziewczyna zaczęła nalegać, żebym coś jej o tym opowiedziała. Nie dawała mi spokoju, więc w końcu uległam.
- Miałam chłopaka. Nazywał się Will. Było to kilka lat temu, ale pamiętam to do dziś. Zmora tego związku nadal mnie męczy - zaśmiałam się sztucznie - Na początku wszystko układało się wspaniale. Po jakimś czasie zaczął być bardzo zazdrosny. Doszło do tego, że kontrolował całe moje życie. Miał hasła do moich kont na portalach społecznościowych i kiedy ktoś napisał, nawet koleżanka, robił awanturę. Tolerowałam to, bo wydawało mi się, że go kocham i nie zasługuję na nikogo lepszego. Ale kiedy pobił poważnie mojego kolegę za to, że powiedział mi <Cześć, Melka.> uznałam, że muszę to zakończyć. Kazałam mu się leczyć i takie tam.
- Wow! - zrobiła wielkie oczy - I zostawił Cię?
- Oczywiście, że nie. To byłoby zbyt proste. Zaczął dzwonić i pisać, przepraszać. Kiedy stanowczo powiedziałam NIE, zaczął mi grozić, że mnie zabije. Cholernie się bałam, ale zgłosiłam go na policję.
- Niemiła sprawa - skrzywiła się - Ja nigdy nie miałam chłopaka.
Później zeszłyśmy na kolację, która znacznie poprawiła mi humor. Zdziwiło mnie tylko zachowanie Taylora, który cały czas się we mnie wpatrywał. Uśmiechałam się do niego co jakiś czas, a on analizował moją twarz. Po zjedzeniu posiłku wszyscy zaczęli zbierać się do swoich pokojów. Szłam na równi z dziewczynami i dyskutowałam o nowym kremie na jędrną skórę, kiedy poczułam pociągnięcie do tyłu. Zatrzymałam się, dając znak dziewczynom, żeby szły dalej. Okazało się, że to Oliver coś ode mnie chciał.
- Przejdziemy się? - zapytał prawie szeptem.
- Spoko, czemu nie - uśmiechnęłam się miło i udaliśmy się w stronę drzwi.
Na początku pytał mnie o moją rodzinę, zainteresowania, pierwszy dzień w szkole. Rozmowa przebiegała przyjemnie, ale wydawał się być strasznie spięty.
- Chciałbym Ci coś powiedzieć. Znamy się krótko, zaledwie kilka dni, ale już od samego początku... Po prostu chodzi o to, że widzę jak Tay na Ciebie patrzy... On świetnie radzi sobie z dziewczynami, jest silny i przystojny... Chciałem Ci powiedzieć, że mi się... no ten... wiesz... - jąkał się.
- Oliver, być może wiem, co masz na myśli, ale proszę Cię, nie dokańczaj swojej wypowiedzi. Dopiero co się tu wprowadziłam, chcę się po prostu przyzwyczaić, dowiedzieć trochę o tym, co się ze mną dzieje... Nie utrudniaj mi tego, proszę - skrzywiłam się, spojrzałam przepraszająco na jego smutną minę i uciekłam w stronę internatu. Wbiegłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko i zapadłam w głęboki sen.



Witam po baaaardzo długiej przerwie. Wybaczcie, że robię sobie takie urlopy już na początku, ale po prostu straciłam wenę twórczą na długi czas :/

Brak komentarzy: