wtorek, 13 grudnia 2016

Rozdział 2

Patrzyłam na nią z przerażeniem i czekałam, aż powie coś więcej. Czy byłam inna? Może tak naprawdę nie miałam żadnej mocy i coś sobie wymyśliłam? Nie, to niemożliwe. Przecież wiele razy posługiwałam się strumieniami wody, które wypływały z moich dłoni.
- Co Ty mówisz? - przerwałam ciszę.
- Poważnie, chodźmy do lustra. Sama zobaczysz.
Już miałyśmy wstać i udać się do najbliższego zwierciadła, aby obejrzeć dokładniej moją szyję, kiedy usłyszałam za sobą głosy. Odwróciłam się i ujrzałam dwie dziewczyny. Jedna była niższa, miała różowe, krótkie włosy, a druga nieco wyższa,  o niebieskich oczach i ciemnorudych włosach.
- Hej, dziewczyny. Poznajcie Melanie Blackbird,  jest nowa. - powiedziała Lucy, przy czym zręcznie odgarnęła moje włosy na ramię, aby zasłoniły moją szyję.
- Cześć, jestem Camille. Miło Cię poznać. - uśmiechnęła się rudowłosa.
- A ja jestem Vi. - zawtórowała druga.
W odpowiedzi uśmiechnęłam się przyjaźnie. Lucy wyjaśniła, że dziewczyny są przyjaciółkami, mieszkają w jednym pokoju. Mocą Cam było panowanie nad żywiołem wiatru, za to Vi potrafiła przewidywać przyszłość. Wyższa z dziewczyn miała tatuaż w kształcie małej trąby powietrznej, a druga zarys kuli, takiej jakiej używają cyganki do wróżenia.
Dowiedziałam się też, że obie, razem z Lucy i dwoma innymi osobami, których jeszcze nie znałam, stanowią paczkę przyjaciół.
Usiadłyśmy ponownie do stołu, w zwiększonym gronie, i kontynuowałyśmy jedzenie. Vi i Camille opowiadały o lekcjach w szkole, ale nie słuchałam ich, ponieważ moje myśli powędrowały znowu do braku tatuażu na mojej szyi.
- Przepraszam, dziewczyny. Jestem zmęczona podróżą i chciałabym trochę odpocząć. Chyba pójdę się położyć. -uśmiechnęłam się głupio.
- Jasne, oczywiście. - odpowiedziały chórem. - Może Cię odprowadzę? - zaproponowała Lucy.
- Nie, nie przejmuj się. Chcę się po prostu zdrzemnąć.
Pokiwały głowami, a ja wstałam, jeszcze raz przeprosiłam i udałam się w kierunku pokoju. Na szczęście nie spotkałam po drodze nikogo, ponieważ wszyscy byli teraz na dole. Otworzyłam drzwi do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Już miałam próbować zasnąć, kiedy przypomniałam sobie o lustrze w łazience. Podniosłam się ponownie i w pomieszczeniu obok obejrzałam swoją szyję. Rzeczywiście, nie było na niej ani znaku jakiegokolwiek tatuażu. Zrezygnowana wróciłam do łóżka i po kilku chwilach zasnęłam.
Śniło mi się wybrzeże oceanu, wielkie fale i różne wodne zwierzęta. Piękny widok nagle został zasłonięty przez dziwną postać, której nie znałam. Kiedy miałam zobaczyć jej twarz, obudziło mnie szturchnięcie.
- Wstawaj, śpiochu. Przespałaś całe popołudnie. Niedługo będzie kolacja, a musisz jeszcze poznać kilka osób i zobaczyć swój plan zajęć. - mówiła moja współlokatorka.
Przetarłam oczy, uczesałam się i zeszłam z nią na dół.
Tam czekały już na nas Cam, Vi oraz dwóch chłopaków. Zestresowałam się, ponieważ nigdy nie potrafiłam dogadać się z płcią przeciwną. Wzięłam głęboki wdech i podeszłam bliżej. Nie czekając aż ktoś przedstawi mnie, zrobiłam to sama.
- Cześć, jestem Melanie. Możecie mówić mi Mela. Władam wodą. - powiedziałam,  po czym wyciągnęłam przed siebie rękę w geście powitania.
Chłopcy popatrzyli na mnie z podziwem i zdziwieniem, a potem odwzajemnili gest.
- Taylor, siła. - powiedział napakowany brunet o ciemnych oczach.
- Oliver, wydłużanie. - rzekł ten drugi, zdecydowanie mniej umięśniony.
Zaczęłam zastanawiać się nad ich mocami, zapominając o zakończeniu powitania. Stałam jak słup z wyciągniętą przed siebie ręką. Nagle poczułam uścisk,  chociaż oboje stali jakieś 2 metry ode mnie. Spojrzałam na dłoń i rzeczywiście ktoś ją ściskał. Zorientowałam się w sytuacji i zauważyłam, że to Oliver znacznie wydłużył swoją kończynę, aby mi ją podać. Aha, więc to na tym polegała jego moc. Po chwili podszedł po mnie Taylor i powtórzył gest kolegi, ze znaczącą siłą. 
Zarumieniłam się, oczarowana ich zdolnościami. Potem obejrzałam ich tatuaże. Tay miał symbol napiętej ręki z mięśniem, a Oliver karykaturę wydłużonego człowieka.
Wszystkie tatuaże były naprawdę cudowne. Nie wyglądały jak rysunki amatora, ale artysty. Tatuaże jak na razie były tylko delikatnymi zarysami,  które kiedyś miały zmienić się w bardziej rozbudowane arcydzieła. Myśląc o tym, zasłoniłam bardziej swoją szyję. Nie wiadomo dlaczego, nie chciałam pokazywać braku wzoru. Jakaś wewnętrzna siła kazała mi to ukrywać. Może bałam się, że pomyślą, że nie mam mocy i wyrzucą mnie stąd, a wtedy umrę? Może nie chciałam, żeby ktoś pomyślał, że coś ze mną nie tak? Nie wiem. Nie wiedziałam.
Chłopaki zaproponowali, że przygotują nam jedzenie, na co chętnie się zgodziłyśmy. Wszystkie cztery zajęłyśmy duży stolik i czekałyśmy na jedzenie.
- Lecą na Ciebie. - powiedziała Vi.
- Przewidziałaś to? - zapytałam zaskoczona.
Żadna z nich nie zrobiła mi pokazu swojej umiejętności, więc nie do końca wiedziałam na czym to mogło polegać.
- Nie, ale widać to na pierwszy rzut oka. Popisują się. Przy nas tacy nie są, a jedzenie zazwyczaj robimy sobie same. - zaśmiała się.
- Tutaj masz swój plan zajęć, dyrektor kazał Ci go dać. - zmieniła temat Lucy.
- Tak jak każdy, możesz wybrać sobie jedną lekcję.  - zaczęła wyjaśnienia Cam.
- Do wyboru masz zajęcia teatralne, muzykę albo zajęcia w stajni. Nauka jazdy na koniu i takie inne. - dokończyła Vi. 
Od razu było widać, że jest bardziej przebojowa. Sam kolor włosów o tym świadczył. Mówiła w sposób wyluzowany i chyba nie zwracała na to uwagi. Ogólnie była bardziej obojętna i zdawało się, że nie jest typem dziewczyny, która patrzy tylko na czubek własnego nosa.
Camille także wydawała się być sympatyczna, ale chyba spędzała dużo czasu przed lustrem albo na rozmyślaniu o chłopakach. Była bardziej dziewczęca.
Lucy zupełnie się od nich różniła. Zachowywała się trochę jak pobudzona wariatka. Ciągle się śmiała, uśmiechała i była bardzo optymistycznie nastawiona. Tak przynajmniej to odebrałam.
W końcu doczekałyśmy się naszego jedzenia. Chłopcy podali nam jakieś burgery, które wyglądały smakowicie. W ciszy zabraliśmy się do jedzenia.
Po kolacji wszyscy zabrali się do oglądania filmów na DVD, a ja i Lucy wyszłyśmy na zewnątrz. Było już chyba dosyć późno, bo zapadał zmrok.
- Nie martw się brakiem znaku- powiedziała - jutro pójdziemy do naszej kapłanki. To taka osoba, która wie wszystko o naszych mocach i możemy zgłaszać się do niej z problemami. Tam - wskazała niewielki budynek, którego na początku nie zauważyłam - jest jej świątynia i mieszkanie. Nie modlimy się do niej, ale do naszej bogini. Kapłanka jest naprawdę godna zaufania. Niedługo ją zobaczysz, ponieważ będą obrzędy Pełni Księżyca. A tam jest stajnia. - zakończyła wyjaśnianie.
Wrociłyśmy do internatu, pożegnałyśmy się z resztą paczki i poszłyśmy do swojego pokoju. Jeszcze długi czas rozmawiałyśmy, a potem udało nam się zasnąć.

Brak komentarzy: